Foto: Wikimedia Commons

Niedawno ”Swoboda” Ołeha Tiahnyboka wydała oświadczenie, w którym uznała dzień 2 maja za dzień zwycięstwa przeciwko kremlowskim agentom na Ukrainie. Zwycięstwa w wyniku którego, nie licząc setek rannych, zostało spalonych, uduszonych, zakatowanych lub zastrzelonych w sumie co najmniej kilkadziesiąt osób, w tym również kobiety, osoby starsze, a nawet podobno i dzieci. Ofiary masakry w Odessie nie były ani agentami Kremla, ani nie miały rosyjskiego obywatelstwa, byli to zwykli mieszkańcy Odessy, obywatele Ukrainy, których jedynym przewinieniem było to, że mówią po rosyjsku i nie sprzyjają rządowi w Kijowie osadzonemu tak naprawdę nielegalnie, bo w wyniku zamachu stanu.

W rocznicę porażających okrucieństwem zdarzeń w Odessie warto przypomnieć co zeznają świadkowie. Niewielka grupa mieszkańców Odessy, przeciwników Majdanu nieuznających przez niego wyłonionego rządu, została w sposób zorganizowany i niezwykle brutalny zaatakowana przez kilkutysięczny uzbrojony motłoch składający się głównie z bojowników Euromajdanu , członków neobanderowskiej organizacji Prawy Sektor oraz bojowników z karnego neo-nazistowskiego batalionu Azow, w którym jak potwierdza Ołeh Liaszko: „około połowy było wcześniej karanych”.

Abstrahując nieco podzielę się pewną refleksją – dla mnie kompletnie niepojętym jest jak to możliwe by w kraju pretendującym do kultywowania europejskich wartości mogły bezkarnie hulać samozwańcze bataliony, w liczbie ponad trzydziestu, skupiające często szemrany element w postaci więźniów, eks-więźniów, najemników itp.? Przecież od kogoś kto odbywał karę za zabójstwo i inne poważne przestępstwa nie można oczekiwać, że nagle na froncie będzie potulnie wykonywał rozkazy i przestrzegał zasad nie dopuszczając się zbrodni wojennych.

majdanowcy foto: kresy.pl
majdanowcy
foto: kresy.pl

Wracając do tragicznego 2 maja 2014 roku – zwiastunem pogromu okazały się być potyczki na jednej z ulic Odessy. Niedługo potem doszło do starć przeciwników rządu z jego zwolennikami na Kulikowym Polu. Obrazowo rzecz ujmując szanse broniących się wyglądały jak desperacki rzut kawałkiem tego co było pod ręką, kamienia czy szkła, najdalej na odległość 20 metrów w znajdujących się często dwa razy dalej uzbrojonych po zęby w kamizelkach kuloodpornych i mierzących z broni palnej. Ponadto na wyposażeniu tego zorganizowanego gangu były między innymi koktajle Mołotowa, kije bejsbolowe, łańcuchy, mieszanki zapalające, gaz pieprzowy i broń myśliwska. Nie mając zupełnie szans wobec dramatycznie większych liczebnie i uzbrojonych po zęby atakujących, protestujący postanowili schronić się w pobliskim Budynku Związków Zawodowych, który jak się niebawem okazało stał się śmiertelną pułapką dla wielu z nich. W Domu Związków Zawodowych część ludzi zginęła od uduszenia, ran postrzałowych, pobicia, a także podpalenia choć pożar był miejscowy i niezbyt rozległy, poza wejściem do budynku. Ci, którzy próbowali ratować się ucieczką byli zatrzymywani przez atakujących nazywanych powszechnie przez świadków faszystami. Ułatwiały im to wcześniej rozmyślnie zainstalowane barykady.

Jeden z wielu świadków Tatiana podkreśla, że prorządowi aktywiści:

“wykańczali ludzi, którym udało się uciec z budynku, a wyrzucali przez okno tych, którym się stamtąd wydostać nie udało, tylko po to by ich dobić na zewnątrz… byli wśród nich 17-latkowie, którzy wykańczali ludzi kijami bejsbolowymi.”

Po czym dodaje:

Ci którzy zginęli w płomieniach byli niewinnymi cywilami chcącymi jedynie wieść normalne życie, zamiast walczyć o przetrwanie – jak to ma miejsce obecnie na Ukrainie. To rząd w Kijowie wyłoniony w wyniku zamachu stanu jest winien tej zbrodni. Stroną odpowiedzialną jest obecny rząd , który próbuje podzielić Ukrainę.”

Mnie nawet bardziej niż potworny mord zorganizowany dokonany rękami zwyrodnialców zastanawia porażająca równie zorganizowana obojętność, jakaś niezrozumiała wręcz zmowa milczenia piewców demokracji oraz mediów głównego nurtu, które w dobie technologii satelitarnych niezwykle oględnie relacjonowały zdarzenia mówiąc o nich w taki sposób jakby relacja pochodziła co najmniej z Marsa, lub jakiejś odległej galaktyki za pomocą łazika 'Curiosity’ po ataku burzy piaskowej – podając obraz kompletnie niewyraźny i wypaczony.

A przecież w sieci krążą liczne relacje filmowe dokumentujące i sprawców i pokazujące rozpacz ofiar. W jednej z nich słyszymy głos kobiety, która z budynku związkowego woła o pomoc, gdy w tym samym momencie prorządowi aktywiści otoczywszy budynek wrzeszczą:

Kobiety siedzą w domu z dziećmi. To nie kobieta, to separatystka!…dobijcie ją, żeby wreszcie zamilkła!”…”tak, ta to zwierzę” – dorzucił ktoś z tłumu.

„Kobiety siedzą w domu z dziećmi”? – niestety jakimś niefortunnym przypadkiem jedna znalazła się, podobno podkreślam z dwójką swoich dzieci, w tym budynku. Niektórzy świadkowie twierdzą, że cała trójka została tam wykończona.

Mną osobiście poza śmiercią tych niewinnych osób poraziło zdjęcie przedstawiające kobietę, która sprzątała w Budynku Związków Zawodowych. Znaleziono ją z powrozem na szyi leżącą z przetrąconym kręgosłupem na biurku w pokoju, który był jej miejscem pracy.

 Jak mogło w ogóle do tego dojść? – i to w kraju europejskim, w XXI w.? Gdzie są te wszystkie organizacje odpowiedzialne za piętnowanie łamania praw człowieka? Dlaczego dotąd nie ujawniono efektów śledztwa, które ponoć się toczy, i ponoć jest utajnione – dlaczego? Przecież dla przykładu tuż po zestrzeleniu MH 17 od razu wskazano winnego, tu nie ma winnych po upływie ponad roku od tragedii.

Do tej pory z oficjalnym ustaleniem liczby ofiar masakry w Odessie jest trochę tak jak z ustalaniem liczby ofiar rzezi na Wołyniu. Skala zdarzenia inna, ale proporcje podobne. Oficjalna wersja oscylowała wokół 42, w porywach 43 ofiar, niedawno podano informację o 46, a według nieoficjalnej publikacji na liście ofiar jest 47 nazwisk.  Niektórzy świadkowie mówią o 116 i więcej ofiarach. Zastanawiająca jest tak duża rozbieżność. Potrzebna Enigma by rozszyfrować enigmę wokół zorganizowanego mordu w Domu Związków Zawodowych w Odessie?