Foto: Wikimedia Commons

Wieczorem debata Kopacz – Szydło, a w mediach debata, czy powinny debatować tylko liderki dwóch najsilniejszych ugrupowań, czy liderzy (przedstawiciele) wszystkich ogólnopolskich komitetów wyborczych.

Jest sprawą oczywistą, że media (telewizje, rozgłośnie radiowe, prasa papierowa, portale) niechętnie prezentują wszystkich kandydatów/komitety w jednakowy sposób. Pół biedy, gdy swoimi subiektywnymi preferencjami kierują się media prywatne, komercyjne, ale media publiczne mają ustawowy obowiązek stosować te same kryteria wobec wszystkich zarejestrowanych, ogólnopolskich komitetów wyborczych. Tak więc od TVN-u, Polsatu, TV Trwam, Superstacji, radia Zet, RMF FM itp. oczekujemy (powinniśmy oczekiwać) rzetelności w prezentacjach wszystkich komitetów i ich programów, ale nie możemy tego twardo wymagać – TVN może częściej zapraszać przedstawicieli PO czy Nowoczesnej, a TV Trwam może ich całkowicie ignorować zapraszając tylko kandydatów PiS-u, ale TVP czy Polskie Radio, od chwili zarejestrowania określonej liczby ogólnopolskich komitetów wyborczych, musi traktować przedstawicieli tych wszystkich komitetów tak samo.

Nie ma najmniejszego powodu, by w okresie ustawowo zdefiniowanej kampanii wyborczej jeden ogólnopolski komitet był na antenie kilkanaście razy dłużej niż inny komitet, co niestety ma miejsce w kolejnych wyborach (parlamentarnych, samorządowych, prezydenckich). Nie ma powodu, by TVP mająca ustawowo nałożony obowiązek równego traktowania wszystkich ogólnopolskich komitetów inicjowała czy uczestniczyła w debacie przedstawicieli tylko i wyłącznie dwóch komitetów wyborczych, resztę spychając na inny dzień. To, że jakiś komitet jest silny i popularny, a inny słaby i z mniejszym poparciem (wyrażonym w sondażach), nie ma najmniejszego znaczenia, bo media publiczne (TVP, PR) mają za zadanie, w okresie wyborczym szczególnie, dbać nie o własny interes (słupki oglądalności lub dobro zaprzyjaźnionego komitetu), ale o interes publiczny, czyli powinny rzetelne informować opinię publiczną o wszystkich ogólnopolskich komitetach i ich programach.

Polityka, pod pewnymi względami, podobna jest do sportu. W obu tych dziedzinach nie wszystko jest równie interesujące. Są dyscypliny sportowe, które wzbudzają zainteresowanie mediów, ale i w ramach jednej dyscypliny sportowej media interesują się i transmitują jednych sportowców, a innych całkowicie ignorują. Niemniej jednak brak zainteresowania mediów nie wpływa wprost na wynik sportowy drużyny czy zawodnika. Brak zainteresowania mediów nie pozbawia wybitnego sportowca szans na sukcesy, chociaż na pewno utrudnia mu karierę (na przykład przez nie zapraszanie na prestiżowe zawody lub brak możnego sponsora, a w konsekwencji gorsze warunki uprawiania sportu), natomiast w polityce może być zabójcze. We współczesnej polityce o wyborze (na przykład do Parlamentu) decydują nie uczciwość, kompetencje, kwalifikacje i doświadczenie, a popularność, więc rażące dysproporcje w dostępie do mediów w okresie kampanii wyborczej są de facto wpływaniem na wynik wyborów.

Stosując analogię między polityką i sportem można stwierdzić, że znany czy hołubiony przez media lekkoatleta, może brać udział prestiżowych i dobrze płatnych mitingach, ale o udziale w mistrzostwach świata i Olimpiadzie decyduje tylko i wyłącznie sportowy wynik. Jeśli nawet jakiś sportowiec jest faworyzowany, to nie w ten sposób, że bierze udział w eliminacjach, a inni, mniej popularni i pozbawieni sponsorów, do tych eliminacji nie są dopuszczani. I podobnie powinno być w polityce. To, że jeden komitet ma wysokie notowania sondażowe, kilkanaście milionów zł rocznej subwencji budżetowej i przychylność mediów, a drugi komitet mniejsze poparcie społeczne, budżet wyborczy składający się z niewielkich datków i brak sprzyjających mu mediów, nie powinno być powodem do innego traktowania przez media publiczne w trakcie kampanii wyborczej. Media komercyjne mogą zapraszać kogo chcą i kiedy chcą, w okresie wyborczym (niestety) również, ale media publiczne, szczególnie na finiszu kampanii wyborczej, nie mają prawa („prawa” w dosłownym rozumieniu) jednych politycznych „sportowców” zapraszać do eliminacji, a innym wyznaczać gorsze warunki z góry przesądzając, że ci pierwsi to ekstraklasa, a pozostali to druga liga.

O tym, kto wygra zawody sportowe (polityczne) niech decyduje uczciwa rywalizacja. Piszę to nie w interesie piłkarzy Albanii czy przeciw piłkarzom Holandii, ale w interesie uczciwości i równych szans w sporcie (polityce) w ogóle.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.