Ale jak to? Dobry muzułmanin? Czy to jakaś lewacka propaganda? Takija, dżihad? Nie, spokojnie! To tylko bajka!

W pewnym wieku dobrze jest dać się ponieść fantazji i rzucić w magiczny wir baśni i legend. Zależnie od potrzeb czytać można o pięknych księżniczkach, walecznych rycerzach, przerażających królach… Można też czytać o całkowicie urojonych, mitycznych stworzeniach, jak na przykład ziejących ogniem smokach, zaczarowanych goblinach, dobrych muzułmanach o złotych sercach czy gigantycznych potworach morskich. Jednym z takich wytworów mojej wyobraźni zajmiemy się dzisiaj – mieszkającym w malowniczej, pustynnej oazie Al-Huyam muzułmaninem o imieniu Saif Al-Dup.

Przed rozpoczęciem części właściwej, chciałbym jeszcze przedstawić wszystkim wiersz który napisałem. Dedykuję go wszystkim muzułmanom, którzy muszą codziennie stawiać czoła chrześcijańskiej opresji i białej supremacji; tym, którzy walczyć muszą z niezrozumieniem islamskich zwyczajów i tego, że czekoladowi ubermensche mogą robić co chcą, a biali, nietolerancyjni rasiści nie mają prawa wchodzić im z butami w ich kulturę. Pokój z Wami, uchodźcy z najwspanialszych ziem. Jesteście bombowi.

Wiersz nazwałem „Muzułmanin w kinie” by zaznaczyć, że przybysze z Państwa Islamskiego i tworów alternatywnych są w sumie tacy jak my i mają prawo w sposób całkowicie naturalny łączyć swoją kulturę i swoje tradycje z dobrodziejstwami naszej technologii i cywilizacji. To krótki wiersz, ale mam nadzieję, że się spodoba. W razie zainteresowania z radością napiszę więcej, by krzewić równość, wolność, tolerancję i inne lewizny. A oto i on:

Siedzi muzułmanin w kinie, Żona jego lat ma pięć.

Miast popcornu zeżarł świnię, Bo na świnię też miał chęć.

A zatem, niech rozpocznie się festiwal bajkożerstwa.

Dobry Muzułmanin.

Kiedy nad oazą Al-Huyam wstało ranne, skwierczące słońce, oświetlając spękaną, pustynną ziemię, Saif Al-Dup rozpromieniony wstał z łóżka. Serce miał lekkie, a na jego brodatej twarzy w kolorze khaki malował się uśmiech. I choć przez bogate luki w żółtawym uzębieniu przebijał się opiatowy odór… „makowca”, to on nie zwracał na to uwagi – był szczęśliwy. Był bowiem szanowanym członkiem muzułmańskiej społeczności Al-Huyam, przez wielu uznawanym za wzór muzułmanina. Dzisiejszy dzień nie miał niczym różnić się od innych – Saif po raz kolejny chciał udowodnić, jak dobrym jest muzułmaninem.

Spojrzał jeszcze jeno na swoją żonę, śpiącą smacznie na podłodze – sześciolatka była przykuta łańcuchami do ściany, a słońce wlatywało delikatnie przez okno, oświetlając jej jasną twarz i blond włosy. Saif kupił ją od swego przyjaciela Abdula, który pracował we Francji jako tragarz – przemytnik. Kosztowała go aż dwie owce, ale tak bardzo ją kochał! Nigdy nie zapomni tych upojnych chwil jakie spędził z nią podczas nocy poślubnej… A potem każdej kolejnej… Ach, to już dwa lata razem!

Pogrążony w nostalgicznych przemyśleniach Al-Dup wyszedł cicho ze swej chatki. Kroczył po ubitej ścieżce w kierunku meczetu, gdzie chciał się pomodlić. Idąc tak w swych sandałach, czarnej szacie i turbanie, wsłuchiwał się w urocze bełkotanie okolicznych kóz. Po drodze witał wszystkich serdecznym uśmiechem – oczywiście, wyłącznie mężczyzn. Po drodze pomógł nawet swemu koledze ukamienować staruszkę, która zhańbiła dobre imię swego rodu, zostając zgwałconą przez siedemnastu miejscowych islamistów. Kontynuując podróż, z oddali Saif posłyszał już muezina, radośnie podśpiewującego z minaretu, zapraszającego wszystkich do wspólnej modlitwy. Szedł jeszcze chwilę dróżką, wpatrując się w zwisające z budynków czarne flagi – flagi Państwa Islamskiego. Wreszcie dotarł na miejsce.

Po odbyciu modlitwy, imam podszedł do Saifa nieco zatroskany. Zwierzył mu się, że podczas manifestacji poparcia dla przyjęcia uchodźców w Niemczech, ich żołnierze pochwycili kilku jeńców. Co prawda stali oni po stronie islamskiej, ale byli to przecież ateiści, feministki i homoseksualiści, a to nie podoba się Allahowi. Problematycznym zagadnieniem była egzekucja rzeczonych bluźnierców – imam dumał, czy należy Europejczyków spalić, czy powiesić. Na to odrzekł mu Saif: „Skoro mamy impas w tak ważkiej kwestii, pójdźmy na kompromis – powieśmy ich za kostki i nadgarstki na specjalnej konstrukcji, a podpalmy ziemię pod nimi. Wtedy spalą się, wisząc.” Wtem imam, rozradowany końcem swych męczących przemyśleń uśmiechnął się, ścisnął dłoń Saifa i prężnym krokiem wyruszył na egzekucję.

Saif wyszedł z meczetu i chcąc odebrać swoje pieniądze, wyruszył do małej, chrześcijańskiej wioski, by pobrać dżizję od „zaprzyjaźnionej”, chrześcijańskiej rodziny. Gdy dotarł na miejsce, precyzyjnym kopnięciem wyłamał z zawiasów drzwi niewielkiej chatki. Na miejscu zastał mężczyznę z żoną i dwójką dzieci. Mężczyzna prędko podbiegł do Saifa z bladym obliczem i drżącą ręką wręczył mu sakwę pełną pieniędzy. Muzułmanin przyjął je i zaczął liczyć, kiedy to nagle przerwał mu pięcioletni syn chrześcijanina. Podbiegł on do Saifa i wręczył mu laurkę, mówiąc: „Proszę, Panie Al-Dup, narysowałem to dla Pana. To Jezus i Mahomet trzymający się za ręce z serduszkiem nad nimi. Mam nadzieję, że nie będzie Pan już na nas wściekły i będziemy mogli żyć w przyjaźni.” Saif poczuł jak nagle ogarnia go fala gniewu. Jak ten chrześcijański szczeniak mógł dopuścić się takiego bluźnierstwa?! Jakim prawem w ogóle starał się uwieczniać wizerunek Proroka i to jeszcze z tak mizernym skutkiem?! Niewiele myśląc, wyciągnął z pochwy miecz i ściął chłopcu głowę. Powietrze rozdarł krzyk matki chłopca, którą Saif postanowił zgwałcić (ot, dla sprawiedliwości) wcześniej ścinając jeszcze głowę jej męża. Po paru godzinach zostawił brutalnie zgwałconą chrześcijankę w kałuży krwi, zabierając ze sobą jej ośmioletnią córkę, którą postanowił pojąć za swą drugą żonę. Jako, że było już późno, kupił jeszcze w sklepie trochę jedzenia i wrócił do domu. W międzyczasie, rzecz jasna, pomodlił się kilkukrotnie, zwracając twarz w kierunku Mekki.

„Mężu, czy mogę dziś dostać posiłek?” – zapytała niepewnie pierwsza żona Saifa, gdy ten przekroczył próg domostwa. „Przecież jadłaś dwa dni temu!” odparł poirytowany Saif i wymierzył jej kilka ciosów w twarz. „Ale możesz się napić” dodał ze śmiechem i oddał na nią mocz. Swej nowej wybrance rozkazał przygotować mu obiad, a gdy go zjadł, poszedł jeszcze do haremu zaprzyjaźnionego imama, gdzie korzystał z dobrodziejstw niewolnictwa. Na koniec dnia, gdy Saif Al-Dup miał już zabierać się do domu, wzruszony imam przytulił go na pożegnanie i powiedział: „Działasz zgodnie ze wszystkimi przykazaniami Koranu i naszego Proroka. Zaiste – jesteś dobrym muzułmaninem.”

KONIEC!

Powiecie na pewno: ten muzułmanin nie był dobry. A może jednak był dobry? Może rację ma Nietzsche mówiąc, że moralność jest relatywna? No cóż… Fakt, był on dobry – przynajmniej z islamskiego punktu widzenia. Gdyby jako muzułmanin zachowywał się inaczej, byłby złym muzułmaninem – nawet jeśli byłby dobrym człowiekiem. A zabawna zależność jest tego rodzaju, że im gorszym byłby muzułmaninem tym lepszym byłby człowiekiem, aż w końcu poczyniłby takie odstępstwa od swej wiary i Koranu, że status islamskiego ascety straciłby bezpowrotnie – zyskać mógłby jednak miano człowieka cywilizacji łacińskiej, bo to ona uformowała jedyne słuszne zasady moralne, które winny być wyznacznikiem dobroci dla całego świata.

Jak więc widać, niektóre oksymorony nie znajdą swego realnego odpowiednika nawet w świecie fantastyki. Wniosek? Prędzej Ci drogę przeleci smok ziejący ogniem, niż przebiegnie dobry muzułmanin, życzliwy wobec Ciebie.

A jak się jakiś sukinsyn czuje urażony to niech idzie do teatru na „Klątwę” czy inne spektakle halal, a czytanie moich artykułów sobie odpuści. Z Panem Bogiem, Deus Vult!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.