Foto: Wikimedia Commons

Komentatorzy polityczni patrząc na wyczyny prezesa PiS łapią się za głowę. Wydaje się bowiem, że nie tylko zrujnował wizerunek swojej partii z kampanii wyborczej, lecz cofnął się dalej niż w latach 2005-2007, czy w najbardziej ostrych narracjach z 8-letniego pozostawania w opozycji. W tym szaleństwie może być jednak metoda, niekoniecznie jednak skuteczna.

Jak przegrać realizując obietnice
PiS „dokonuje” tego, co nie udało się dotąd żadnej ekipie. W miesiąc od przejęcia władzy prawie zrównuje się w sondażach z opozycją, a w jednym nawet traci pozycję lidera. Dzieje się tak mimo, że PiS, w przeciwieństwie do poprzedników, składa projekty ustaw mające ludziom dać, a nie zabrać pieniądze. Wszystko wskazuje na to, że obietnice dotyczące obniżenia wieku emerytalnego, 500 zł na dziecko czy obniżenia wieku emerytalnego nie są tradycyjną w Polsce kiełbasą wyborczą. Rząd znalazł w przyszłorocznym projekcie budżetu, przygotowanym jeszcze przez PO pieniądze na niezwykle kosztowny program dofinansowania rodzin, kwotą 500 zł na drugie i każde kolejne dziecko we wszystkich rodzinach bez względu na zarobki, a także na pierwsze dziecko w rodzinach najbiedniejszych. Złożono powszechnie społecznie oczekiwany projekt ustawy przewidujący zniesienie obowiązku szkolnego dla 6 latków, wprowadzonego przez rząd PO. Wreszcie gdy poprzednia koalicja podwyższyła wiek emerytalny, co zostało przez społeczeństwo bardzo źle odebrane, prezydent Duda złożył projekt ustawy wiek emerytalny obniżającej i to bez wiązania go z długim stażem pracy.

Klucz w wieku emerytalnym
Jarosław Kaczyński wprost mówi, że Trybunał zablokuje reformy rządu jego partii. Komentatorzy nie rozumieją, lub nie chcą tego zrozumieć, demonizując prezesa PiS jako próbującego dokonać zamachu stanu. Tymczasem oczywiste jest, że Trybunał Konstytucyjny zakwestionuje obniżkę wieku emerytalnego do poziomu sprzed reformy PO. Bowiem już wcześniej orzekł, że różny wiek emerytalny dla kobiet i mężczyzn jest sprzeczny z konstytucją. Oprócz tego, co do kwoty wolnej od podatku Trybunał zrobił PiS-owi niedźwiedzią przysługę, uznając, że obecna kwota jest niezgodna z konstytucją, bo za mała. Propozycje jej podniesienia z okresu kampanii wyborczej były zaś niezmiernie kosztowne, a dawały kilka tysięcy złotych rocznie każdemu płatnikowi PIT, także osobom osiągającym dochody liczone w milionach czy miliardach złotych. Oni podwyższenia kwoty wolnej nie odczują wcale, a dla budżetu będą obciążeniem. Dlatego wicepremier Mateusz Morawiecki próbuje stworzyć projekt, ograniczający podwyższenie kwoty wolnej od podatku do osób gorzej sytuowanych, co prawdopodobnie niechętny PiS-owi Trybunał zakwestionuje jako niezgodny z konstytucyjną zasadą równości wobec prawa. Jednak raczej to sprawa emerytur jest kluczowa. Jest to jedna z najważniejszych obietnic PiS, która w przyszłości przyspieszyła by i tak nieunikniony krach systemu powszechnych ubezpieczeń społecznych. Również obniżenie wieku szkolnego to dla ZUS-u kolejny koszt. Politycy PiS, szczególnie mający pojęcie o ekonomii, zdają sobie z tego sprawę.

Zamach samobójczy
Walka o Trybunał nie jest żadnym wielkim zamachem na demokrację. Oczywiście politycy PiS naginają prawo, ale tylko naiwniacy, ogłupieni przez histeryczną opozycję (za swoich rządów łamiącą zasady demokratycznego prawa nota bene jeszcze bardziej, czy w tej samej sprawie Trybunału, czy odnośnie wolności słowa i zgromadzeń) mogą uwierzyć, że 5 sędziów z nadania PiS contra 10 z nadania PO to dyktatura Kaczyńskiego. Dla jego partii awantura powoduje jak na razie same straty. Nie można wszystkiego zwalić na media, szczególnie przy rosnącej sile Internetu, gdzie to raczej prawicowa strona wydaje się być silniejsza. Do tego dochodzą propisowe gazety i 2 telewizje (media kierowane przez o. Rydzyka mimo ostatnich zgrzytów nadal trzymają stronę rządową). PiS, realizujący swoje popularne społecznie obietnice traci poparcie. W jeszcze gorszej sytuacji jest prezydent, który nie wykonuje orzeczeń TK, ryzykując nie tylko utratę mozolnie zdobytego poparcia, ale też po ewentualnej zmianie układu sil w sejmie, postawienie przed Trybunałem Stanu. Po co to wszystko? Owszem, projekt nowej ustawy o TK zwiększa siłę sędziów z nadania PiS, ale na razie i tak nie są oni dopuszczeni do orzekania przez przewodniczącego TK prof. Andrzeja Rzeplińskiego.

Zakiwani
Awantura z Trybunałem może dać partii rządzącej tylko jedno – kozła ofiarnego w przypadku niepowodzenia w realizacji jej pomysłów, szczególnie obniżenia wieku emerytalnego. PiS, nie mogąc tym razem zrzucać winy na koalicjantów, to Trybunał może obarczyć winą za niezrealizowanie swej sztandarowej obietnicy. Trybunał, o którego odzyskanie po nielegalnym przejęciu przez PO władza tak dzielnie walczyła. Jarosław Kaczyński przy tym znów wraca na pierwszy plan w narracji swojego ugrupowania, która staje się coraz ostrzejsza, także w wykonaniu premier Szydło. Tej ostatniej brakuje spójności, z jednej strony, publikacja na jej polecenie wyroku TK ws. wyboru sędziów pokazuje nieco łagodniejsze oblicze partii rządzącej niż to Jarosława Kaczyńskiego, publikacji przeciwnego. Orędzie premier to jednak także uderzenie w ostrzejsze tony. Wiele wskazuje na to, że PiS się przeliczył, przeceniając popularność prezydenta, siłę popierających go mediów, a nie doceniając opozycji, sektora finansowego stojącego za Ryszardem Petru, a także środowiska prawniczego. Wojna z Trybunałem zamiast być przykrywką dla niezrealizowanych obietnic PiS, jak na razie przesłania te, które partia rządząca realizuje.

źródło: bankier.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.