flaga-irlandiiW ogólnokrajowym referendum przeprowadzonym w ubiegłym miesiącu Irlandczycy opowiedzieli się za małżeństwami homoseksualnym. Z całego świata zaczęły spływać gratulacje dla wyboru równości mieszkańców Zielonej Wyspy, uważając to za jakże historyczny moment.

„Równość” i „miłość” to były dwa najczęściej pojawiające się w przeddzień kampanii hasła reklamowe zachęcające Irlandczyków do akceptacji wszystkich bez względu na płeć. Na każdym banerze, począwszy od północnego Donegal, poprzez Dublin do Cork pojawiali się uśmiechnięci ludzie zachęcający do głosowania na „Yes”.

A jeszcze ćwierć wieku temu Irlandia to był zupełnie inny kraj. Kościoły pękały w szwach, zabronione były rozwody a homoseksualizm był stanowczo karany. Na Zachodzie Irlandia traktowana była jako ostoja moralności oraz przede wszystkim katolickiej wiary.

Ale to wszystko się zmieniło. Prawdziwa rewolucja społeczna spowodowała, że nastąpił obrót o 180 stopni. A jej główną przyczyną był język.

Jak wiemy Irlandczycy porozumiewają się głównie po angielsku. Wprawdzie mają swój Irish ale rozmawia nim tylko 3% społeczeństwa w biedniejszej, zachodniej części kraju. Na maturze z powodu trudności w jego przyswojeniu już nikt jego prawie nie wybiera.

Lecz język angielski to nie tylko mowa lub porozumiewanie się – to przede wszystkim styl życia. Zapatrzeni kulturowo w dalekich amerykańskich „kuzynów” czy przede wszystkich sąsiednich Brytyjczyków uzależnili się Irlandczycy od ich stylu bycia, swobody, pieniędzy i obyczajów.

Naród irlandzki pomału zaczął się „wyluzowywać”. Wchodząc do do Unii Europejskiej rozpoczął proces laicyzacji swojego społeczeństwa oraz liberalizację gospodarki przyciągając tym samym zagranicznych inwestorów.

Po referendum nt. legalizacji małżeństw homoseksualnych obecny rząd premiera Endy Kennego już zaciera ręce: po latach recesji odbudowująca się pomału irlandzka gospodarka na „homoseksualnej kulturze” zbije miliony euro. Ludzie będą przyjeżdżać na wyspę już nie tylko w celach turystycznych, lecz i obyczajowych.

Jeszcze w tym roku planowane są pierwsze śluby, miesiące miodowe oraz irlandzkie wyjazdy poślubne. Nie tylko dla krajowych gejów czy lesbijek ale wszystkich o odmiennej orientacji seksualnej. Irlandia ma przyciągać nowym rodzajem „turystyki”. A turystyka to pieniądz.

Jeszcze nie oficjalnie, ale już teraz w irlandzkich pubach mówi się, że następnym krokiem będzie legalizacja aborcji, która od 1983 roku jest w kraju zakazana. Stąd Irlandki jeżdżą na te zabiegi do Wielkiej Brytanii.

W 2013 wyjechało ich prawie 3,600. A ponieważ każdy zabieg to spory wydatek stąd irlandzcy bukmacherzy już dziś przyjmują zakłady, że wkrótce rząd może rozważyć zmianę prawa tak, aby i na tym można było zarobić.

D.Bienkiewicz