Janusz Korwin-Mikke odniósł się do sprawy dokumentów z tzw. szafy Kiszczaka. Prezes partii KORWiN i twórca uchwały lustracyjnej już wiele lat temu wskazywał, jak ważne jest odtajnienie informacji o tajnych współpracownikach wśród osób sprawujących ważne funkcje publiczne.

„Dla mnie to nie są żadne rewelacje, to co było w szafie gen. Kiszczaka. Wiedziałem o tym, widziałem raporty pisane przez „Bolka”. Po zgłoszeniu uchwały lustracyjnej pan Lech Wałęsa wydał oświadczenie, że kilka rzeczy podpisał, a po dwóch godzinach wycofał to oświadczenie pod naciskiem pana Mirosława Wachowskiego, najprawdopodobniej jego oficera prowadzącego po prostu, który służył jako jego szofer przy tej okazji” – powiedział Janusz Korwin-Mikke.

„Nieszczęście nie polega na tym, że był agentem, bo bycie tajnym współpracownikiem legalnego państwa nie jest czymś strasznym (…). Nieszczęście polega na tym, że Lech Wałęsa zaprzeczał, że ukradł swoje papiery z teczki, którą jako prezydent wyjął i oddał pustą, dokonywał różnych dziwnych rzeczy – być może szantażowany, że to ujawnią, nie wiemy” – stwierdził.

„Moja uchwała lustracyjna nie miała na celu, tak jak chce PiS, żeby tych ludzi ukarać. Celem uchwały lustracyjnej zgłoszonej przeze mnie było to, żeby ci ludzie mogli wreszcie się nie bać szantażu (…). To, co zrobił Wałęsa, spowodowało, że ludzie zaczęli się bać przyznawać. Nie tylko on, ale i inni byli pod nieustanną presją” – zaznaczył.

„Praktycznie wszyscy przy Okrągłym Stole to była agentura generała Kiszczaka. Proszę zrozumieć, cały Okrągły Stół to nie była żadna tam rewolucja, tylko po prostu postanowili przekazać władzę, żeby ludzie uwierzyli w reformę. I żeby uwierzyli w reformę, władzę przekazano swoim agentom. To była perfekcyjna operacja gen. Kiszczaka. I nie dziwmy się, że wszystko pozostało, tak jak było, bo było to z góry zaplanowane” – dodał.

 

Najwyższy Czas!/mn