W wywiadzie dla „Dziennik.pl” prezes Fundacji Estera wylewa kubeł zimnej wody na gorące głowy entuzjastów zalewu Europy przez imigrantów.

„Nie zgadzam się z kwotami, które są obecnie przydzielane przez UE i wymuszane na innych krajach. To w ogóle nie powinno się odbywać w ten sposób. I nie chodzi o ilość, ale o to, że jest to proces niekontrolowany, bo pomaga się wszystkim, a nie tym, którzy znaleźli się w bezpośrednim zagrożeniu życia. […] Chcę odejść od przyznawania im (uchodźcom – red.) pomocy finansowej i innych benefitów tylko i wyłącznie dlatego, że są uchodźcami” – stwierdziła.

„Wielu przemytników sprzedaje paszporty syryjskie niekoniecznie Syryjczykom. Ba, zazwyczaj osoby, które przemieszczają się do Europy to jednostki bardzo bogate, które po prostu na to stać. Koszty sięgają od 7 do 14 tys. euro” – dodała.

Miriam Shaded wytłumaczyła się też ze sprowadzenia do Polski Syryjczyków, którym w wielu przypadkach chodziło jedynie o prawo do stałego pobytu na terenie UE i możliwość swobodnego podróżowania, nie potrzebowali zaś innej pomocy. „Moim celem było tylko zapewnienie im bezpieczeństwa i to jak najszybciej – byli przecież w bezpośrednim zagrożeniu życia. Zależało mi na ich uratowaniu, a nie weryfikacji zamiarów” – przyznała.