Mój ostatni felieton – dotyczący wyburzania niemieckich obozów koncentracyjnych I STAWIANIA W ICH MIEJSCE SYMBOLI UPAMIĘTNIAJĄCYCH W INNYCH FORMACH – dużo bardziej przystępnych – wywołał ogólne poruszenie w komentarzach.

Nie przeczę, że temat jest kontrowersyjny – ale to tylko i wyłącznie z powodu istniejącego w Polsce i na świecie talmudycznego tabu, dotyczącego całkowitej nienaruszalności tematu Holocaustu i niemieckich obozów zagłady. Proponuję się od tego odciąć i spojrzeć na temat chłodnym okiem. I co najważniejsze – przed skomentowaniem artykułu przeczytać więcej niż tytuł. Ostatnio nie była to rzecz praktykowana.

Szczerze liczę na konstruktywną dyskusję. Wierzę, że choć są tematy znacznie ważniejsze niż ten, który poruszam, to jednak jest to kwestia istotna nie tylko z punktu widzenia naszej polityki historycznej, ale i forma manifestacji „wstawania z kolan” sprzed oblicza międzynarodowego zagrożenia dla naszej suwerenności. Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz, ani żaden inny lewicowiec.

Chcę dzisiaj rozwinąć pewną kwestię, poruszoną przeze mnie ostatnio. Mianowicie samego upamiętniania ofiar niemieckich zbrodni wojennych – zarówno w miejscach w których te zbrodnie się dokonywały jak i poza nimi. Nie omieszkam też się odnieść do kilku pozbawionych sensu komentarzy, po to by mieć pewność, że nikt ich treści nie powtórzy.

Pierwszą rzeczą jaką mi wytknięto, było oczywiście mówienie o „zacieraniu pamięci”, „wymazywaniu win Niemców” i tym podobne. To była przeważająca opinia. Rzecz w tym, że zupełnie niesłuszna. Nigdzie nie powiedziałem, że należy zapomnieć o wydarzeniach z tamtych lat i że należy zlikwidować wszelkie informacje czy symbole upamiętniające tamte wydarzenia. Mało tego! Cały artykuł dotyczył zmiany formy upamiętniania tamtych wydarzeń w taki sposób, aby:

1. Uniemożliwić dalsze zakłamywanie historii przez Niemców, ich sojuszników i Międzynarodówkę Socjalistyczną. 2. Informować o przebiegu tamtejszych wydarzeń w sposób bardziej przystępny i stopniowo odchodzić od zgubnej polityki martyrologii.

Muzea? Jestem za! Pomniki? Za! Tablice pamiątkowe? Też za! Ale jaką ma wartość samą w sobie ten kompleks budynków? On nie ma dla nas żadnej wartości. Tak, opłakujemy do dziś ludzi pomordowanych przez Niemców w Auschwitz, Treblince, Sobiborze, Stutthofie i innych miejscach, ale skoro nie ma już zarazy hitleryzmu, to należałoby zamanifestować swoje zwycięstwo.

Proponowałem postawić tam park. To była pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy. Proszę sobie wyobrazić.

Słońce oświetla swymi promieniami były teren niemieckiego Auschwitz. Idziemy brukowaną alejką, a pogrążeni w zadumie mijamy setki, ba! tysiące, dziesiątki tysięcy niezapominajek, ściśniętych blisko siebie. To idealne kwiecie na taką okazję – symboliczne, prawda? Uliczki są kręte i przecinają się ze sobą. Tu i ówdzie, przed polami niebieskich kwiatów (bo chodzi mi o niezapominajki alpejskie) oddzielonych od brukowanych dróg niskimi żywopłotami, stoją ławki, na których można przysiąść i zamyślić się. Przy każdej niechaj stoi marmurowy piedestał z wmurowaną tablicą informacyjną… Informować może o różnych elementach tej przykrej historii – czy to o umiejscowieniu jakiegoś elementu obozu (baraków, wież strażniczych, komory gazowej etc.), o jakimś przykrym wydarzeniu które miało miejsce danego dnia (może to być jakiś detal, nieznany szczególnie szerszej publice), o jakiejś ważnej postaci która została w obozie zamordowana lub w inny sposób jest z tym miejscem powiązana, czy o ogólnych motywach niemieckiego ludobójstwa etc.

Nie obeszło by się też bez pomników naszych dzielnych żołnierzy walczących z niemieckim okupantem i inteligencji mordowanej przez Niemców najchętniej. Szczególnie nie mogłoby zabraknąć pomnika Witolda Pileckiego, stojącego tuż przed wejściem do centrum parku – placu, na którym znajdowałby się gigantyczny, granitowy symbol Polski Walczącej, na marmurowym podwyższeniu, odpowiednio opisany. A na prawo będzie można pójść do muzeum z prawdziwego zdarzenia, traktującego o niemieckich obozach koncentracyjnych i niemieckich zbrodniach wojennych.

I już samo to jest dużo lepsze od poniemieckich straszydeł – a to tylko luźna koncepcja, którą można jeszcze dopracować. Z samego otwarcia parku należałoby uczynić uroczystość międzynarodową, godną mocarstwa jakim pragniemy się stać. No i jeszcze pozostaje nazwa – Park Zwycięstwa nad Socjalizmem/Niemcami? Polski Walczącej? Armii Krajowej? Polski Podziemnej? Możliwości jest mnóstwo, kwestia wyobraźni.

I gwarantuję, że nie zmieni to w żaden negatywny sposób pamięci o II Wojnie Światowej. W umysłach Zachodu i tak ta wiedza jest bardzo nikła, skoro są oni w stanie obwiniać Polaków o holocaust, ale działanie o takiej stanowczości jak wyburzenie obozów i postawienie na ich miejsce innych symboli upamiętniających, może tylko i wyłącznie pozytywnie wpłynąć na świadomość ludzi i wiedzę dotyczącą tamtego okresu – bo gdy zaczną pytać „dlaczego burzymy” odpowiemy, że nie chcemy na naszej ziemi upokarzającej nas i przykrej dla nas niemieckiej, ludobójczej infrastruktury. Może wtedy ci głupcy zrozumieją kto obozy zbudował i dlaczego.

A jeśli ktoś mi nie wierzy, że pomimo fizycznej nieobecności niemieckich obozów koncentracyjnych pamięć o ofiarach nadal będzie trwać, podam przykład, że tak się nie dzieje – ale tylko jeden, z brzegu. Reduta 54, szerzej znana jako Reduta Ordona. Wszyscy pamiętamy do dzisiaj o tym epizodzie bohaterskiej obrony Warszawy, mimo, że sama Reduta (a w zasadzie gruzowisko pozostałe po wybuchu) nie jest fizycznie obecne na miejscu. Jest pomnik, który całe wydarzenie upamiętnia, jest też – uwaga – Centrum Handlowe „Reduta”, ale co jest chyba najistotniejszym – jest poezja Mickiewicza, która chyba najsilniej się przyczynia do wzrostu świadomości społecznej dotyczącej tego historycznego zajścia. A ileż poezji napłodzili bardowie i prozaicy na temat niemieckich obozów zagłady? No właśnie.

Cóż, jak widać historia lubi się pośmiać – kiedyś niemieckich obozów koncentracyjnych bronił Wehrmacht – dzisiaj bronią ich Polacy. Szczerze wątpię, że np.: Witold Pilecki byłby przeciwnikiem wyburzenia tych szkaradnych molochów kaźni Polaków.

Innym z głupszych argumentów, który powtórzył się kilkukrotnie (a który to odparłem i tak we wcześniejszym felietonie) było: „Zostawmy je ku przestrodze.” Ku jakiej przestrodze?! Co to za bzdura?!

Całe mnóstwo zbrodni wojennych i masowych ludobójstw na dużą skalę – większą nawet niż sam holocaust – popełniono po 1945 roku i popełnia się do dziś! Tuż po II Wojnie Światowej mamy przecież jeszcze zbrodnie Stalina i jego następców, Mao Zedonga, Pol Pota… Później Tutsi i Hutu, dziesiątki tysięcy dzieci mordowanych a Afryce (naturalnie, nie tylko dzieci). Nawet nie musimy szukać tak daleko. Wystarczy spojrzeć jakich okrucieństw dopuszcza się dziś Korea Północna czy Państwo Islamskie. Jakbym chciał być uszczypliwy, to wymieniłbym tu nawet Izrael i ich fosforowe ostrzeliwania ludności cywilnej (cywilnej de iure). I co, są te obozy dla kogokolwiek „przestrogą?” Jak można mówić, że spełniają one funkcję jakiejkolwiek przestrogi, jeśli codziennie dowiadujemy się o nowych aktach terroryzmu, a przede wszystkim – muszę powtórzyć raz jeszcze – większe i straszniejsze ludobójstwa niż holocaust miały miejsce po roku 1945? Nie. Niemieckie obozy zagłady nie są żadną „przestrogą”, nie były i nie będą – i widać to jak na dłoni.

A i powtórzę jeszcze jedną, ważną rzecz – jeśli musisz mieć pod nosem obóz koncentracyjny żeby wiedzieć, że mordowanie ludzi jest złe – zgłoś się do specjalisty, bo coś z Tobą nie tak.

Na koniec przytoczę w całości komentarz, który zainspirował mnie do napisania tego… sprostowania. Jeden z panów powiedział: „To dowód materialny , miejsce śmierci ogromnej ilości ludzi . Jak można napisać „obrzydliwy ” , to jest miejsce Święte , to jest cmentarz .” (zachowano pisownię oryginalną). To niesamowite. Rozbijmy to w punkty.

1. Jest mnóstwo innych dowodów materialnych, setki. Zapiski, zdjęcia, rozkazy, relacje… I przedmioty ofiar. Nikt nigdy nie będzie w stanie faktycznie podważyć niemieckiej odpowiedzialności za zbrodnie z czasów II Wojny Światowej – mimo to dzisiaj próbują zrzucać winę na nas, a koronnym i jedynym argumentem jest właśnie to, że obozy stoją na naszym terytorium! 2. Jeśli Auschwitz to cmentarz, to jaki – polski czy niemiecki? Idąc tą logiką, cmentarzem jest każdy pas zieleni na którym doszło do śmiertelnego w skutkach wypadku drogowego i wiele temu podobnych miejsc. Nie – nie jest to cmentarz, bo w Auschwitz nikogo nie pochowano. 3. Miejsce „święte”? Być może, ale jedynie dla pogrobowców hitleryzmu, tęskniących za dumną III Rzeszą i masowymi ludobójstwami w imię „czystości rasy.” Niezrozumiałe jest dla mnie, jak można traktować symbol naszej klęski i narodowej tragedii jako pożądany i nienaruszalny obiekt kultu? 4. Tak, każdy niemiecki obóz koncentracyjny jest obrzydliwy. Są paskudne, ohydne, gardzę nimi, nienawidzę ich i podobne zdanie mam o naszych oprawcach. Jeśli ktoś ma inne… To cóż – prawdopodobnie idea Narodowego Socjalizmu jest mu bliska, bo innego rozwiązania nie widzę (no dobrze, jest jeszcze jedno – ale dość to niestosowne, więc zachowam to dla siebie).

Mam nadzieję, że mój punkt widzenia zostanie w końcu dobrze odebrany. Polaku! Nie bądź jak Wehrmacht – nie broń obozów!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.