W demokracji (demos – ogół obywateli, krateo – rządzę) powinno być nie do pomyślenia, że wpuszczony do Sejmu obywatel (a więc powinien być gruntownie sprawdzony przez odpowiednie służby) nie może podejść do posła i zadać mu pytania, bez ryzyka zostania powalonym na ziemię. Ale to się wczoraj stało!

Wczorajszy sejmowy incydent dla Prawa i Sprawiedliwości stał się przyczynkiem do konferencji prasowej na temat bezpieczeństwa w Sejmie. Coś jest z naszym krajem ostatnio nie tak, skoro zamachem na ówczesnego prezydenta Komorowskiego okrzyknięto zamach… ulotkami, a teraz doszło do ataku… pytaniem. Pytaniem, które w rezultacie powaliło na ziemię je zadającego. Przy dużym udziale pracownika biura prasowego PiS.

Na Twitterze Ignacy Morawski napisał: “Ja bym proponował, żeby dziennikarzom pozwolić w Sejmie normalnie pracować, a ograniczyć dostęp posłom do Sejmu. Byłoby lepiej dla PL.” Odniesienie do dziennikarzy jest zasadne, bo mimo, iż atakujący pytaniem nie był dziennikarzem, to właśnie dziennikarzom, po raz kolejny, dostęp do przedstawicieli obywateli (posłów i senatorów) chce ograniczyć PiS.

Wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki z PiS powiedział na konferencji prasowej: “Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czy chciał stanąć blisko mnie, żeby zadać pytanie, czy na przykład wyciągnąć nóż”. Tak się składa, że oglądałem pierwszą część “incydentu” w TVP INFO (druga część, z powaleniem na ziemię, została wyemitowana dopiero później, z odtworzenia) i polegał on na tym, że jakiś człowiek, dosyć spokojnie podszedł do grupy dziennikarzy zadających pytanie Terleckiemu i zdążył powiedzieć: “Dzieci z domu dziecka od roku proszą, żeby ich nie sprzedawać za granicę i żeby nie rozdzielać rodzeństwa. Zawiadomiony jest minister sprawiedliwości, pan prezydent i pani premier”. Jednocześnie był szarpany przez, jak się później okazało, przedstawiciela biura prasowego PiS. Jeżeli pan Terlecki nie wie, czy człowiek, który podszedł do niego i zaczął zadawać mu pytanie, chciał mu zadać pytanie, czy wyciągnąć nóż (który nie wiem, jakim cudem miałby w Sejmie, bo przy wpuszczaniu na teren został gruntownie sprawdzony), to należy się zastanowić, czy możliwości intelektualne pozwalają mu na dalsze sprawowanie mandatu posła…

Przed wyborami prezydenckimi byłem na spotkaniu z ówczesnym kandydatem, Andrzejem Dudą. Stanąłem w miejscu, w którym akurat przechodził, więc podałem mu rękę na powitanie, wymieniliśmy spojrzenia. Po zakończeniu spotkania, wraz z grupą znajomych, zrobiliśmy sobie z nim zdjęcie. Na teren miejsca, w którym odbywało się spotkanie, w przeciwieństwie do Sejmu, mogłem wnieść nóż, czy inną dowolną broń, którą można by było schować do kieszeni. Mogłem też przecież uderzyć kandydata pięścią (w rozmowach twitterowych broniący reakcji PiS-u niekiedy stwierdzają, że skoro zadający pytanie nie mógł wnieść broni, to przecież mógł zaatakować pięścią). Nie byłem jednak szarpany, tym bardziej powalany na ziemię. Inna jest logika partii opozycyjnej, a inna partii władzy?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.