Przez miesiące nie wypowiadałem się na temat sytuacji w Stowarzyszeniu Dzieci Żołnierzy Wyklętych, ale sytuacja dojrzała do tego, by jednak się do sprawy odnieść.

Niedawno wybrano nowe – stare władze Stowarzyszenia. W dużej mierze we władzach pozostały te same osoby, zwłaszcza pani prezes jest ta sama. Niestety dzieją się tam rzeczy niebywałe. Generalnie powodem zabrania przeze mnie głosu jest to, że Stowarzyszenie, które z zasady powinno promować idee Żołnierzy Wyklętych, brać w obronę Żołnierzy Wyklętych i dzieci Żołnierzy Wyklętych, zajmuje się zupełnie czymś odwrotnym. Mamy do czynienia z pasmem niebywałych zachowań, wypowiedzi i działań, które kompromitują to środowisko. Wszystko wygląda jakby celowo, całkowicie świadomie istniał plan wejścia w tę grupę i rozbicia, podzielenia jej.

Od miesięcy mamy szereg szokujących wypowiedzi, to jest ostatnia próba dyskredytacji żyjącego Żołnierza Niezłomnego, porucznika Wacława Szaconia, ps. „Czarny”. Został on zmieszany z błotem, zarzucono mu współpracę z bezpieką i kapowanie ludzi, na co nie ma żadnych dowodów. Tego typu działania znieważające pojawiały się względem Marka Franczaka – syna „Lalusia”, względem Adama Brońskiego – syna „Uskoka” oraz – powiem to chyba po raz pierwszy tak otwarcie – względem mojego taty. Wszyscy jesteśmy atakowani w ten sam sposób – że nasi ojcowie nie byli Żołnierzami Wyklętymi tylko donosicielami.

Widać pewien określony kurs, pewną zaplanowaną strategię. Dotyka to coraz większej rzeszy z naszego środowiska i tego tolerować nie można. Jeżeli tego typu kłamstwa będą pojawiały się nadal, to trzeba będzie wejść na drogę sądową. Nie mamy do czynienia z przypadkiem, z sytuacją, w której ktoś czegoś nie sprawdził. To jest świadoma akcja dezawuowania środowiska.

Jest to przykre, ponieważ dotyka to ludzi zasłużonych, szczególnie niszczonych przez komunę. Środowisko Żołnierzy Wyklętych nigdy nie miało swojego przedstawicielstwa. Jedni zostali zamordowani, inni byli tak represjonowani, że nie w głowach im było zakładanie struktur. Byli kompletnie zdezorganizowani przez komunistów. W momencie, kiedy pojawiła się szansa stworzenia Stowarzyszenia dzieci Żołnierzy Wyklętych, to spotykamy się z metodami rodem z PRL-u. To po prostu dalszy etap niszczenia tej idei. Po różnych rozmowach w ramach środowiska dzieci Żołnierzy Niezłomnych doszliśmy do wniosku, że się nie damy. Należy interweniować i przeciwdziałać.

Osobną kwestią jest, kto te działania dezintegracyjne inspiruje. Tu występuje kontynuacja nie tylko metod, ale i  życiorysów. Robią to osoby zaangażowane w komunizm. Jest to m.in. prezes Magdalena Zarzycka-Redwan, która oprócz szeregu przedziwnych związków z komunistycznymi kacykami, PRL-owskimi biznesmenami, była po prostu pracownicą Stowarzyszenia „Ordynacka”. Powstaje pytanie, czy taka osoba kiedykolwiek powinna reprezentować środowisko Żołnierzy Wyklętych. Rozumiem, że pani urodziła się na Zamku Lubelskim jako dziecko osób wspomagających Żołnierzy Wyklętych – rodzice pani Magdaleny nie walczyli z bronią w ręku, ale u siebie w domu świadczyli pomoc dla środowiska Żołnierzy Wyklętych. Niestety późniejsza droga życiowa Magdaleny Zarzyckiej-Redwan powinna skutkować refleksją odnośnie jej prawa do funkcji, którą pełni. Drugą osobą jest niestety syn zasłużonych bardzo żołnierzy, małżeństwa Żubrydów – Janusz Niemiec, którego przeszłość nie była znana, a który miał przyznać się ostatnio do służenia w ORMO. Znów pojawia się pytanie, czy taka osoba powinna reprezentować środowisko dzieci Żołnierzy Wyklętych.

To wszystko jest bardzo przykre, te osoby zyskały sobie pewną sympatię, a później okazało się, jak jest naprawdę, z jakimi życiorysami mamy do czynienia. Ich poczynania świadczą, że mogą być to działania mające na celu przejęcie i skompromitowanie tego środowiska. Powstał plan powołania środowiska alternatywnego, Stowarzyszenia Rodzin Żołnierzy Wyklętych, które będzie skupiało z jednej strony ludzi, których rodzice byli Żołnierzami Wyklętymi, a z drugiej osoby kontynuujące tę linię swoich ojców i nie sprzeniewierzające się im.

Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, jakie siły tworzą Stowarzyszenie Dzieci Żołnierzy Wyklętych i jaki jest prawdopodobny cel tej działalności, ale duża część widząc, co się dzieje, od dawna nosiła się z zamiarem opuszczenia szeregów Stowarzyszenia kierowanego przez panią Zarzycką. Można tu wymienić parę osób, które przejdą do nowego Stowarzyszenia – Marek Franczak, Adam Broński, Urszula Gierszon oraz Dariusz Żurek. Środowisko, o którym mówimy, jest przede wszystkim środowiskiem lubelskim. Zauważam tymczasem potrzebę, żeby w całej Polsce istniała reprezentacja dzieci Żołnierzy Wyklętych. Otrzymuję zgłoszenia z całej Polski od osób, które chciałyby się włączyć – jest to rodzina „Łupaszki”, rodzina „Zapory”, Kazimierz Suszyński, syn Leona Suszyńskiego, i wielu wielu innych, którzy nie byli i nie są zaangażowani w komunizm.

Wszystko to wpisuje się w trwającą w Polsce wojnę polsko-ubecką. Wygląda to na zaplanowaną kampanię niszczenia polskości, ale mimo wszystko jestem optymistą. Bój będzie trwał, te środowiska nie odpuszczą, natomiast my musimy podjąć walkę, żeby dalej nie kompromitować tej idei.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.