Bronisław Bronisław Komorowski na Radzie Krajowej Platformy Obywatelskiej RP, Warszawa (6.02.2015) / foto: Flickr.com / (CC BY-NC-SA 2.0 PL)
Bronisław Bronisław Komorowski na Radzie Krajowej Platformy Obywatelskiej RP, Warszawa (6.02.2015) / foto: Flickr.com / (CC BY-NC-SA 2.0 PL)

Niespodziewana dla sztabowców urzędującego prezydenta porażka ich kandydata w pierwszej turze wyborów stała się zalążkiem strachu i nerwowości.  Platformersi, dotąd pewni siebie, dziś niespokojnie przebierają nogami. Boją się porażki do tego stopnia, że stali się fanatycznymi tropicielami teorii spiskowych, co do tej pory chętnie przypisywali swoim oponentom.

Ludzie z otoczenia Bronisława Komorowskiego są przekonani, że osoby zadające pytania prezydentowi podczas jego przechadzek po Warszawie są podstawiani przez Prawo i Sprawiedliwość – podaje „Newsweek”. Chodzi oczywiście o słynne kompromitacje kandydata PO, jak choćby ta przy spotkaniu młodego chłopaka skarżącego się na zarobki siostry czy przy natrafieniu na niepełnosprawną panią utyskującą na brak dostatecznych ulg dla inwalidów.

„Nikogo nie złapaliśmy za rękę, ale widzimy, co się dzieje. Prezydent gdzieś się pojawia i po chwili na jego trasie znajdują się jacyś dziwni ludzie z agresywnymi pytaniami” – wyznaje anonimowo jeden ze sztabowców. Cóż. Biedni klakierzy zapewne nie spodziewali się, że na ulicy mogą znajdować się ludzie. Swoją drogą cóż za bezczelność! Prezydent wychodzi na spacer, a ta swołocz zamiast siedzieć w domach, bezwstydnie podchodzi i zadaje mu pytania. W dodatku pytania „agresywne”. Co to za „dziwni” ludzie, którzy nie wiedzą, że nie wolno robić takich rzeczy, gdyż każde pytanie zadane Komorowskiemu może okazać się dla niego niewygodnym? Otoczenie obecnej głowy państwa było przekonane, że wyjście w kierunku ludzi niechybnie wpłynie na poprawę wizerunku ich kandydata. Szkoda tylko, że nie pomyśleli o zamknięciu społeczeństwa w domach.

„Musimy zacząć zmieniać trasy spacerów lub zwlekać z podawaniem ich mediom. Ale ze spotkań z ludźmi nie zrezygnujemy. Prezydent musi wychodzić do ludzi” – stwierdza inny z członków sztabu. Proponuję osobom odpowiedzialnym za kampanię Bronisława Komorowskiego, by zamiast w zwykłych, znudzonych władzą i obciążonych codziennymi problemami obywatelach doszukiwać się PiS-owskich agentów, skupili się na tłumaczeniach karygodnego zachowania ich kandydata, który nie potrafi wykazać minimum empatii w kontakcie z drugim człowiekiem, którego jako prezydent jest reprezentantem. Dlaczego podaje on w odpowiedziach nieprawdziwe informacje dotyczące chociażby bezrobocia na Wyspach Brytyjskich? Dlaczego jako panaceum na problemy haniebnie daje radę zaciągania kredytów i coraz większego zadłużania? To są realne bolączki prezydenta, nie zaś to, że na drodze swojego przemarszu spotyka ciemiężony lud.

To tradycyjna zagrywka Platformy – jej ludzie skompromitowali siebie i Polskę na „taśmach prawdy”, a ona sugeruje bezprawność nagrywania. Komorowski żenująco nie radzi sobie z prostymi pytaniami – problemem nie jest on, ale ludzie, którzy mu je zadają. Klasyczne „odwracanie kota ogonem”. Ile jeszcze będziemy musieli to znosić? Jak długo tak wielu ludzi z klapkami na oczach nadal wspierać będzie obóz rządzący? Rażąca bezczelność PO w próbach usprawiedliwiania wybryków obecnego prezydenta przekracza wszelkie granice. Oby Polacy, już w najbliższą niedzielę, dali kolejny, po pierwszej turze wyborów, sygnał do ostatecznego pożegnania tej nędznej, szkodliwej i antypolskiej partii.