Foto: Wikimedia Commons
Foto: Wikimedia Commons
Foto: Wikimedia Commons

Lewaccy terroryści od dłuższego czasu czaili się by uderzyć w ministra Michała Królikowskiego. Nie ważne było, że w ministerstwie sprawiedliwości zasiada osoba kompetentna, znająca się na prawie. Dla nich najważniejsze były poglądy. Niewygodne, tak strasznie bulwersujące – bo prawicowe.

Kiedy na początku roku okazało się, że minister Królikowski jest oblatem benedyktyńskim, opublikował wywiad rzekę – z arcybiskupem Hoserem i ogólnie nie wstydzi się swojej wiary oraz konserwatywnych przekonań lewackie bojówki wpadły w amok. Tęczowe media okładały maczugami chamstwa i insynuacji Królikowskiego, żądając jego natychmiastowej dymisji. Po głowie dostał również od „swoich”. Andrzej Halicki z PO mówił w styczniu: „Dziwi mnie, że tego rodzaju osoba jest w rządzie, że jest wśród nas. Jego poglądy, postawa i to, co czynił jako doradca ministra Gowina, jest całkowicie sprzeczne z tym, co jest istotą myślenia w Platformie, nawet, jeżeli jest ona wielonurtowa”. Czyli pluralizm pluralizmem, wielonurtowość wielonurtowością, ale morda w kubeł i „katolicyzm bezobjawowy” albo won? Dopóki premierem był Tusk, to jeszcze jakoś się hamowano. Były premier jaki był, taki był ale nie chciał do końca palić mostów i zniechęcać do PO części konserwatywnych wyborców. Pogroził, postraszył, ale „tolerował” (łaskawca nie?).

Zmiana nastąpiła po awansie Tuska. Premierem została dryfująca w lewo Ewa Kopacz, która pozbyła się ministra sprawiedliwości – Marka Biernackiego, też uważanego za jednego z ostatnich przedstawicieli „konserwatywnego” skrzydła w PO. Jego miejsce zajął słynny mierny, ale wierny Cezary Grabarczyk który uznał że wolność poglądów wolnością poglądów, ale są granice. Michał Królikowski stracił posadę, mimo że został mu miesiąc do tego by dokończyć pilotowaną przez siebie wielką reformę kodeksu karnego. Jednak kompetencje nie są ważne. Ważne jest by „dorżnąć prawicową watahę”.

Kto miałby teraz zastąpić Królikowskiego? Na giełdzie nazwisk pojawia się… Monika Płatek. Wielu zapewne zna panią „profesor”. Nada się ona na stanowisko idealnie, ponieważ jest wyrobiona ideologicznie. Gender, antyklerykalizm… jednym słowem „ministra” jak z bajki. Kandydatura Moniki Płatek gwarantuje jednak jeszcze coś, oprócz totalnego skrętu w lewo. Z tą kobieciną będą jaja. Na pewno. Wszak to ona jest autorką brawurowej konstrukcji „myślowej” która brzmi: „W związkach jednopłciowych rodzi się tyle samo dzieci, a często więcej, niż w związkach różnopłciowych”. W normalnym państwie autorka takich słów dostałaby angaż w kabarecie, albo gdyby próbowała wmawiać że to nie żart – znalazłaby izolatkę w Tworkach. W Polsce jest „profesorem” i kandydatem na ministra.

Tak oto po raz kolejny dostaliśmy przykład „tolerancji” lewactwa dla katolików i ludzi z prawej sceny politycznej. Ci, którzy codziennie rozpaczają jaka Polska jest zacofana, ciemna i nietolerancyjna dla homoseksualistów, ateistów, muzułmanów i wszystkich innych mniejszości sami nie zamierzają tolerować swoich przeciwników. Paradoks jednak w tym, że ci przeciwnicy są większością a i tak dają się terroryzować. Ci, którzy płaczliwie chcą „różnorodności” i prawa do głosu dla największych nawet dewiantów, sami nie zamierzają tolerować w przestrzeni publicznej tych, którzy im się nie podobają. Rzeczywistość ma zostać przemalowana na tęczowo. Naturę mają zastąpić eksperymenty, wartości – demoralizacja a moralność – zboczenie.

Jak długo jeszcze pozwolimy sobie wmawiać, że tej bandzie chodzi o „różnorodność”? Kiedy wreszcie społeczeństwo zrzuci klapki z oczu, zerwie parawan „dialogu” i zobaczy w całej okazałości misterny plan tych tęczowych, zboczonych terrorystów? Kiedy powiemy DOŚĆ i upomnimy się o NORMALNOŚĆ. Dziś dochodzi do tego, że media prawicowe ekscytują się kolejnymi „celebrytami”, którzy nie wstydzą się przyznać do swojej wiary w Boga. Jak z jajkiem obchodzą się z tymi, dla których rodzina to mąż, żona i dzieci. Do czego doszło? Do tego, że bohaterstwem jest… normalność. Każdy kto się nie daje tej tęczowej hołocie jest jak heros. Czas to zmienić. Musimy na nowo przywrócić hierarchię wartości. Bo jeśli szybko się nie otrząśniemy to obudzimy się jak bohaterowie „Nowego, wspaniałego świata”. W rezerwatach.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.