PiS po dojściu do władzy powinien, żeby uzdrowić polskie życie publiczne, dokonać tego, czego nie zrobiono przez 26 lat III RP – wyrugować byłych komunistycznych aparatczyków i agentów z życia publicznego. Powinien też skrupulatnie zbadać afery poprzednich rządów i osądzić winnych. Akurat w tych dwóch kwestiach pisowskiego walca nie widzę, a bardzo szkoda.

Minął już miesiąc od wyborczego zwycięstwa partii Jarosława Kaczyńskiego, a nie widać nawet zapowiedzi wprowadzenia zakazu piastowania funkcji publicznych (a więc posłów, senatorów, sędziów, prokuratorów, itd.) przez byłych działaczy PZPR (i przybudówek, jak ZSL, SD, PAX), agentów i tajnych współpracowników SB oraz agentów i tajnych współpracowników wywiadu wojskowego. Być może byłby to akt tylko symboliczny, bo wielu z nich zdążyło już przejść na emeryturę, albo trafić do piekła, czy czyśćca, ale jednak nawet taki akt symboliczny byłby naszemu życiu publicznemu potrzebny. Zresztą sądzę, że jednak miałby pewne skutki praktyczne. Wyeliminowałby bowiem z polityki czy sądownictwa karierowiczów, którzy jako młodzi ludzie zapisywali się do organów rządzącego reżimu, a obecnie są ludźmi po pięćdziesiątce.

Oczywiście, tak radykalny krok pociągnąłby za sobą zapewne także pewne efekty uboczne, jak koniec kariery publicznej osób, które w jakiś sposób (np. szantażowane) zostały zmuszone do współpracy z reżimem, np. poprzez członkostwo w PZPR, czy współpracę z SB. Jednak każda decyzja wymaga poświęceń. Skoro Prawica Rzeczypospolitej Marka Jurka mogła poświęcić start kilkudziesięciu swoich działaczy w wyborach, dla celu odsunięcia środowisk lewicowo-liberalnych od władzy, to jakim problemem dla PiS-u (który tych kilkudziesięciu działaczy, mimo pisemnej umowy, nie chciał zarejestrować na liście) będzie zakończenie kariery politycznej m.in. Stanisława Piotrowicza, czy Wojciecha Jasińskiego. W razie wygaszenia ich mandatów na ich miejsce i tak wejdzie ktoś z listy PiS.

Jednak ten akt – w dużym stopniu już tylko symboliczny – choć w pewnym nadal praktyczny (członkowie PZPR, czy ZSL są nadal m.in. w PiS, PO, PSL, czy SLD), nie wystarczy. Trzeba sięgnąć też do nieco bliższej historii. Za rządów PO-PSL mieliśmy do czynienia z prawdziwym wysypem afer, porównywalnym zapewne z latami rządów SLD-UP-PSL. Jedną kwestią, że powinny się tym zająć sądy i prokuratury, oczywiście po uprzednim podjęciu przez władze kroków, które powyżej opisałem. Drugą jest poniesienie przez odpowiedzialnych za te afery odpowiedzialności politycznej. Natychmiast powinno zostać powołane co najmniej kilka komisji śledczych, przynajmniej do zbadania tych głównych afer, a w razie potrzeby kolejne. Wnioski przedstawione przez komisje śledcze powinny być podstawą do postawienia poszczególnych polityków przed Trybunał Stanu lub sądy i prokuratury, w zależności od kategorii przewinienia.

Być może niektórzy zakwestionują taki plan na początek rządów, twierdząc, że rządzący powinni raczej skupić się na przyszłości, a nie rozliczeniach. Jednak, aby zbudować tą budowlę, jaką jest silna, rozwijająca się Polska, trzeba zacząć od fundamentów, a nie okien, czy nawet dachu. Fundamentem jest rozliczenie się z przeszłością, nawet w swojej własnej partii (i nie chodzi mi o działania na szkodę prezesa, ale na szkodę Polski), a także nowa Konstytucja. Bez tych podstaw – politycznych i ustrojowych, możemy mieć w przyszłości do czynienia z katastrofą budowlaną.