Od pewnego czasu, opinią publiczną wstrząsa nieustannie temat niemieckich obozów koncentracyjnych, niefortunnie pozostawionych na terenie Polski.

Banda mizerniaków zza Odry, wraz ze swoimi lewicowymi koleżkami z całego świata nie może pogodzić się z czarnym pijarem, jaki naród niemiecki pod wodzą Adolfa Hitlera pozostawił w spadku Niemcom. Konsekwencja tego jest prosta – intelektualne jawnogrzesznice i marksistowskie żigolactwo zakłamuje historię w sposób ohydny, celowo nazywając KL mianem „polskich”, by to na nas zrzucać odpowiedzialność za niemieckie ludobójstwo.

Synowie Szatana i Córy Koryntu, zebrane tłumnie w organach i instytucjach Unii Europejskiej czy Stanów Zjednoczonych, a także w mediach wszelkiej maści, starają się wykorzystywać na swoją korzyść mit o tzw. „polskim antysemityzmie”, który ma być na najwyższym poziomie nie tylko w Europie ale i na świecie. Tym niedouczonym socjalistom, plującym na wszelką wiedzę, merytorykę i fakty, chciałbym przypomnieć, że sam izraelski Jad Waszem przeczy tej teorii. Jest to bowiem instytut historyczny, którego najsławniejszym zadaniem jest wręczanie nagrody „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” – odznaczenie to przyznawane jest ludziom, którzy w czasie II Wojny Światowej, z narażeniem własnego życia ratowali Żydów przed śmiercią. I tak – najwięcej odznaczonych to Polacy – 6 620 osób.

Reduta Dobrego Imienia i kilka innych organizacji, wraz z każdym naruszeniem odpowiedniego nazewnictwa niemieckich obozów, interweniuje z dość dobrymi rezultatami – niestety lewactwo wypaliło już dziury w mózgach wielu wiejskich głupków na Zachodzie i faktycznie – są ludzie, którzy uważają, że to Polacy mordowali Żydów! Jak walczyć z taką ignorancją? Nie wiem, bo nigdy w życiu bym się nie spodziewał, że może dojść do takiego skandalu. Podjęta też została akcja internetowa, gdzie informujemy głupców o jednym z najgoręcej omawianych tematów historii współczesnej. Cóż, róbmy to dalej i miejmy nadzieję, że wszelkiego rodzaju akcje informacyjne i interwencje dyplomatyczne będą wystarczające. Nawiasem mówiąc, jest w historii pewna prawidłowość – jeśli siła argumentów nie jest dostatecznie przekonywująca, pozostaje argument siły… Ale ja do wojny nie będę dziś namawiał, a już na pewno nie do wojny z całym światem. Mam inne rozwiązanie tego problemu.

O samych szwabach też zbyt wiele mówić nie chcę, bo na to przyjdzie czas w osobnym felietonie (wraz z podziałem na Niemców i Prusaków), ale studiując dokładnie historię i analizując stosunki między naszymi narodami na przestrzeni lat, by dać wyraz swym prywatnym odczuciom w stosunku do „czarnych orłów” zza Odry, mogę po prostu zacytować słowa M. Maleńczuka, który w jednym ze swych utworów śpiewał: „Nie dla mnie przyjaźń polsko – niemiecka, Niemców nienawidzę od dziecka.” Ale zostawmy na razie ten pyszny, zadufany w sobie, durny, chciwy, załgany naród i skupmy się na naszym problemie.

Czy obozy były niemieckie? Tak. Kto w nich mordował? Niemcy. Nie żadni „naziści”, tylko Niemcy. Kogo mordowali? W większości Żydów, ale też Polaków, Cyganów, Rosjan etc. Pamiętamy, że co do liczby zamordowanych, Polacy to drugi naród, zaraz po Żydach! Przynajmniej wobec obowiązującej tezy. Bo jak – mam nadzieję – jest Państwu wiadome, ilość zamordowanych Żydów, tj. liczba 6 000 000 nie podlega żadnej dyskusji historycznej ani ocenie. Jest to bowiem Prawda Objawiona i wszelkie badanie Holocaustu to przestępstwo, tzw. „kłamstwo oświęcimskie” i ja, jako historyk, nie mam prawa tego tematu ruszać bo trafię do więzienia… Albo zostanę zamordowany, tak jak śp. Dr Dariusz Ratajczak. Co więcej, zaraz po wojnie panowała (również nienaruszalna!) teza, że liczba zamordowanych Żydów wynosiła ponad 40 000 000, ale Ministerstwo Prawdy samo się zreflektowało, że to dość jaskrawie przeszacowana liczba i zmniejszyło ją.

Sam temat „kłamstwa oświęcimskiego” i osoby dr Ratajczaka, zamordowanego przez służby specjalne, również poruszę w kolejnym felietonie. Teraz chciałbym przystąpić do ostatecznego rozwiązania kwestii niemieckich obozów koncentracyjnych.

Na sam początek, chciałbym nawiązać do akcji „Goń z pomnika bolszewika”, którą całym sercem popieram. Polega ona na demontażu pomników, pozostawionych tu przez naszych okupantów – pomników, które swą obecnością upadlają nas, poniżają – i dlatego muszą zostać zniszczone. Co prawda nie zawsze jest dobra wola po stronie władz samorządowych (niezbędnych do faktycznego niszczenia reliktów wszelakiego antypolonizmu) ale w zamyśle akcja jest jak najbardziej słuszna i w praktyce sprawdza się na tyle dobrze, na ile pod okupacją unijną może. Demontujemy pomniki Armii Czerwonej i sowieckich dygnitarzy, komunistów… Wszystko, co przypomina nam o naszej narodowej klęsce i tragedii. Do tej akcji chciałbym włączyć wszystkie niemieckie obozy koncentracyjne które znajdują się na terenie Polski – i po prostu je wyburzyć.

Obóz koncentracyjny to rzecz okropna i obrzydliwa. To symbol bolesnej śmierci setek tysięcy ludzi; Polaków, Polaków pochodzenia żydowskiego, Żydów i wielu innych narodów. Ale dlaczego symbol naszego męczeństwa, naszej porażki, bólu, cierpienia i tortur, pozostawiony na polskiej ziemi przez najeźdźcę, ma stać na niej dziś, kiedy najeźdźca jest pokonany? Rozumiem kultywowanie pamięci po zamordowanych – nikt nie powinien zostać zapomniany. Jednak uczynienie z obozów koncentracyjnych muzeów, jest – w moim odczuciu – dużym błędem.

Zdaję sobie sprawę z tego, że może mnie zalać fala krytyki za to, co mówię, ale wyniknie ona jedynie z niezrozumienia moich słów i ślepego podążania za utartymi normami. Domyślam się też, że krytyka rzadko będzie nosiła znamiona konstruktywnej. Niemniej, przedtem apeluję o spokój i rozsądek.

Ja, jako Polak, nie zgadzam się, aby w moim kraju jakkolwiek czczone były obiekty antypolskie. Jestem też przeciwny „polityce martyrologii”, która dla naszej współczesnej klasy politykierów jest chlebem powszednim. Jesteśmy dumnym i wspaniałym narodem, który wielokrotnie odnosił sukcesy i zadziwiał świat. Niejednokrotnie byliśmy pionierami w danych dziedzinach, niejednokrotnie nieśliśmy ten kaganek oświaty i bardzo często po prostu świat ratowaliśmy. Zatrzymanie dżihadystów w 1683 i bolszewików w 1920 to tylko wierzchołek góry lodowej, jeśli chodzi o militarny punkt widzenia. Nauka bez nas też nie ruszyła by z miejsca – tu za przykład można podać Kopernika czy Skłodowską – Curie. Sztuka? Jest subiektywna, wiadomo. Ale i do niej wnieśliśmy dość pokaźny wkład. Jedno jest pewne – świat bez Polski i Polaków to bolszewicki kalifat osadzony w epoce kamienia łupanego.

Mimo to, wciąż wolimy świętować porażki niż zwycięstwa. Wciąż, zapłakani i markotni, hołdujemy naszym oprawcom, uskarżając się na szereg ich przewinień. Ale hej! Wciąż tu jesteśmy! Czy nie jest to naszym sukcesem? Czy większość naszych wrogów nie została już obalona? Naturalnie, nie da się i nie wolno wymazać z pamięci krzywd, które zostały nam wyrządzone. Ktoś musi ponieść konsekwencje tych czynów. Niemcy, Ukraina… „Co nam obca przemoc wzięła, szablą odbierzemy!” Czyż nie? Ale nie będziemy szli po to co nasze w worach pokutnych.

Nasza duma powinna zatrważać naszych przeciwników, emanując z pełnych życia i optymizmu oczu, jaśniejących twarzy, sprężystego kroku i rozśpiewanych gardeł! Nikt nie będzie się bał naszych łez i nikt nie będzie się liczył z grymasem srającego na pustyni kota, to nie jest piaskownica do cholery! Ponuractwo i tupanie nóżką zawsze będzie odbierane jako przejaw słabości. Pamiętajmy – nigdy nas nikt nie żałował. Jesteśmy teraz chłopcem do bicia bo sobie na to pozwalamy. Czas odrzucić depresyjne lamenty i zacząć działać. Zapewniam, że z uśmiechem na ustach znacznie przyjemniej będzie się walczyło o Wolność i Niepodległość, a branie przykładu z husarii zdaje mi się być o wiele bardziej motywującym niż branie go z umierających więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych.

Proszę mnie źle nie zrozumieć – nie namawiam przecież do zapominania o chwilach tragicznych dla naszego narodu. Trzeba pamiętać, uczyć o tym w szkołach, mówić na arenie międzynarodowej, zapalać znicze za poległych i pomordowanych, nawet ustanowić Dzień Męczeństwa Narodu Polskiego i budować muzea dotyczące chwil tragicznych… Ale trzeba w tym wszystkim być dostojnym i głowę trzymać wysoko, a gdy się o tym mówi – głośno.

Czynienie pomników i muzeów z niemieckich obozów koncentracyjnych par excellence jest w moim uznaniu – wysoce niestosowne i uwłaczające. Tym bardziej, że przez fakt ich obecności, nieuctwo całego świata łączy się w kłamliwej propagandzie. I jest to jeden z najważniejszych powodów dla których postuluję zrównanie z ziemią wszystkich niemieckich obozów koncentracyjnych w Polsce.

Konsekwencje takiej decyzji byłyby do przewidzenia, mianowicie na całym podniosło by się larum. Kwik wywołany rzekomym skandalem byłby ewidentnie najgłośniejszym i najbardziej doniosłym w tym wieku. I mimo, iż początkowo większość opinii poprzedzałaby wszelkie pytania, to w końcu pojawiło by się jedno: DLACZEGO Polacy to zrobili? I wtedy moglibyśmy w końcu, całemu światu powiedzieć to, co powiedziałem wyżej – nie chcemy na swojej ziemi reliktu antypolonizmu; nie chcemy NIEMIECKICH obozów koncentracyjnych. I może w końcu by do kogoś dotarło, kto owe obozy budował i z nich korzystał.

Ktoś mógłby powiedzieć, że takie działanie byłoby szkalowaniem pamięci po ofiarach niemieckiego ludobójstwa. Wręcz przeciwnie – to rytualne przywracanie im czci, o ile po wyburzeniu tych szkaradnych miejsc nastąpią właściwe akcje.

A gdyby tak po całkowitym zrównaniu z ziemią niemieckiej infrastruktury śmierci wybudować tam park? Pełen pięknych, kolorowych kwiatów i rozmaitej roślinności, z cudownymi, brukowanymi drogami, prowadzącymi wśród cudownej flory do punktu centralnego rzeczonego parku – marmurowego pomnika, który świadczyłby o wielkości polskiego oręża? Wzór dowolny, może być Pilecki, może być symbol Polski Walczącej… A na cokole pomnika po prostu wmurować można tablicę informującą o Holocauście. Ach… Park Zwycięstwa nad Socjalizmem – bo kim innym był Hitler?

A po wyburzeniu wszystkich obozów, należy cegiełki zapakować w paczki i wysłać Niemcom, razem z rachunkami za odbudowę polskich miast i nakazem wypłacenia odszkodowań za zrabowane mienie. A już wartość samych dzieł sztuki które te sukinsyny nam zabrały wylicza się na 11 140 000 000 $! (Tak, ponad jedenaście miliardów dolarów!) Chyba się Anielka nie wypłaci…

A na samą uroczystość zaprosiłbym delegacje z całego świata, z Żydami włącznie – ale nie chodzi mi o syjonistów, a o prawdziwych Żydów, nie do końca popierających faszystowsko – zakłamany Izrael.

„Ale ale, Panie, te obozy muszą tu stać, żeby nigdy się więcej coś takiego nie powtórzyło! Rozumie Pan, jako przykład!” Najgłupszy argument ze wszystkich jakie słyszałem. Jeżeli musisz mieć pod nosem obóz zagłady żeby wiedzieć, że masowe ludobójstwo jest złe… To naprawdę coś z Tobą nie tak. Zresztą, biorąc pod uwagę fakt, że najbrutalniejsze i większe ludobójstwa miały miejsce po 1945 roku, to chyba oznacza, że funkcji „straszaka” obozy nie spełniają.

Niemniej, wszelkie tego rodzaju działania będą mogły mieć miejsce dopiero po odzyskaniu przez nas niepodległości. A do tego jeszcze trochę nam brakuje… Miejmy nadzieję, że ujrzymy Wolną Polskę jak najprędzej. Czołem Wielkiej Polsce, Śmierć Wrogom Ojczyzny!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.