Foto: flickr.com
Foto: flickr.com

Na szaleństwie proukraińskim w Polsce nie tracą politycy i media je wywołujące. Baty za obronę blokującej eksport polskiego mięsa i gloryfikującej zbrodniarzy Ukrainy zbierają za to polscy rolnicy. Ich straty mogą sięgać nawet 3,5 mld zł w roku ubiegłym, a w bieżącym aż 800 ,mln euro. Nadchodzące lato nie będzie dla nich łaskawsze.

Zły bo „Rusek”

Polska, przy wsparciu Niemiec i Francji jako „obrońca europejskich wartości”, reprezentowanych przez m.in. walczące pod znakami swastyki ukraińskie ochotnicze bataliony na wschodzie Ukrainy, jak lew walczyła o przedłużenie sankcji wobec Rosji. Główny problem jest jednak w tym, że ich koszty dalej ponosić będą nie kanclerz Merkel czy prezydent Hollande, ale wyzywani od „ruskich agentów” przez rzekomo „niezależne” media polscy rolnicy. Do tego dochodzi bezmyślne zadzieranie z Rosją. Po ubiegłorocznym zakazie przelotu nad Polską samolotu z rosyjskim wicepremierem obecnie mamy próby zakazu przejazdu przez Polskę grupy motocykli, choć uczestnicy rajdu zobowiązali się nie używać symboliki komunistycznej, a także zamierzają oddać hołd ofiarom zbrodni katyńskiej i wołyńskiej. Ciekawym przykładem niech będzie tu Tomasz Miszczuk, wolontariusz Fundacji „Otwarty dialog”, który po takich deklaracjach planuje blokować przejazd „Nocnych Wilków”, choć sam, mimo fotografii z weteranami UPA, dostaje od banderowców oficjalne pogróżki za ujawnienie ich symboliki nazistowskiej.

Czego bronimy?

Polacy nie pierwszy raz nadstawiają karku za cudzą wolność. Niestety, tym razem wolność jest tylko sloganem zaślepionych ludzi, bo nietrudno sobie wyobrazić, co po wycofaniu Rosjan z Donbasu mogą zrobić na tym terenie bojownicy batalionów ochotniczych, oskarżani przez m.in. Human Rights Watch i Amnesty International o zbrodnie wojenne, dla których wzorami jest UPA i SS (ostatnio w batalionie „Ajdar” wielbiono np. odpowiedzialnego za rzeź Woli podczas powstania warszawskiego SSmana Dirlewangera). O ile oburzenie wywołało zabójstwo Borysa Niemcowa w Rosji, a tyle ostatnim mordom politycznym na Ukrainie, w których giną opozycyjni politycy i dziennikarze nie przeciwstawia się nikt.

Kolejny rok miliardowych strat

foto: kresy.pl

Jednak nie tylko o wartości tu chodzi. Oprócz tego, że Ukraińcy, wielbiąc nazistów plują nam w twarz, a my udajemy że deszcz pada, to na Polsce koncentruje się odwet Rosji. To nie niemieccy czy francuscy, ale polscy rolnicy tracą najwięcej. W ubiegłym roku cena jabłek przemysłowych na skupie wynosiła ok. 10 gr. Cały rok dla sadowników był stracony. Według danych przytaczanych przez RMF FM, na embargu w 2014 r. straciliśmy 550 mln dolarów, nie licząc kosztów składowania żywności. Tvn24bis.pl informuje zaś, że straty mogły wynieść aż 3,5 mld zł. Tyle był wart w 2013 r. eksport towarów, które zostały objęte rosyjskim embargiem.

Rosja to drugi po Unii Europejskiej partner handlowy Polski. Z eksportu do tego kraju żyje nawet 9 tys. polskich firm. Od początku 2014 roku wysłaliśmy do Rosji produkty o wartości 14,6 mld zł. Choć to pięć razy mniej niż np. do Niemiec, to Rosja jest kluczowym rynkiem dla naszych rolników.

Jak mówi w rozmowie z TVN24 Biznes i Świat Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności, jeśli embargo utrzyma się przez rok, Polska straci 800 mln euro z tytułu spadku eksportu naszej żywności. Istnieje też bardzo duże zagrożenie dla rentowności produkcji sadowniczej, warzywniczej i poważne zagrożenia dla branży mleczarskiej i mięsnej.

„Frajerzy” i „mętne interesy”

Wartość eksportu owoców do Rosji wynosi niemal 500 mln euro rocznie. Trafia tam 56,2 proc. produkcji naszych jabłek i 62,4 proc. produkcji gruszek. Powody do narzekań mają też producenci warzyw. Prawie połowa polskiego eksportu pomidorów i kapusty trafia do Rosji – podaje tvn24bis.pl.

Rekompensaty budżetowe były trudne do zdobycia, nie wszyscy je dostali. Na dodatek od ministra rolnictwa rolnicy usłyszeli określenie „frajerzy”. Co ciekawe, kandydat PiS na prezydenta w Parlamencie Europejskim mówił o ‘”mętnych” interesach gospodarczych, za które nie można sprzedawać Ukrainy.

Biorąc pod uwagę obecną postawę rządu, w której ujawnia się niezrozumiałe uleganie histerii rozprzestrzenianej przez część mediów antyrządowych, można spodziewać się, że obecny rok dla polskich rolników nie będzie łatwiejszy.

Tak dla UPA, nie dla rolników

W dniu, w którym prezydent Komorowski zrównał w ukraińskie Wierchownej Radzie swoim przemówienie ofiary UPA z ich oprawcami, uchwaliła ona sankcje, nawet dla cudzoziemców, za „lekceważenie zasług” UPA. Z polskiej strony reakcji nie było najmniejszej. Jako jedyna partia sejmowa protestowało jedynie postkomunistyczne SLD. Szef MSZ Grzegorz Schetyna natomiast publicznie twierdzi, że potępienie haniebnej uchwały ukraińskiej Rady Najwyższej to… propaganda rosyjska. Polska szykuje kolejną pożyczkę dla stojącej na skraju niewypłacalności Ukrainy, tym razem 100 mln euro. Rolnik polski zapłaci natomiast nowy 2% podatek od dochodów ze sprzedaży przetworzonej żywności. Na wsparcie polskiego rolnictwa czy też na leki dla umierających nawet ponad rocznych kolejkach do lekarzy czy szpitali polskich pacjentów jednak brakuje…

źródło: fresh-market.pl/TVN24 Biznes/kresy.pl/rmf24.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.